Aktualności

Patrzeć oczami Boga

Wyrażenie „życie kontemplacyjne” brzmi tajemniczo. Mówimy, że niczym kompas wyznacza kierunek codzienności, że jest jak melodia, która nadaje sens naszemu życiu. Ale co to tak naprawdę znaczy?

Mali bracia i małe siostry z kilku europejskich krajów spotkali się, aby spróbować odpowiedzieć na to pytanie w oparciu o swoje doświadczenia. Dzielą się z nami kilkoma perłami – refleksjami, które mogą ukierunkować nasze poszukiwania na drogach modlitwy.

Spojrzenie

„Kontemplować” znaczy patrzeć tak, jak patrzy Bóg. Patrzeć na Jezusa i zachwycić się Jego pięknem. Patrzeć na ludzi: odkrywać piękno, które często kryje się w zwyczajnym życiu. Odkrywać obecność Ducha Świętego, rozpoznać świętość sąsiada z mieszkania obok. Patrzeć i zarazem być widzianym, na każdym etapie życia pozostać uważnym na spojrzenie drugiego.

Droga bez końca

Czy można zachwycić się tym, czego się nie zna? Jesteśmy w drodze, na ścieżkach poznania. Poszukiwanie wciąż trwa, otwarte i nieskończone… Kontemplacja jest tematem bliskim nie tylko światu chrześcijańskiemu, ale także niektórym nurtom filozoficznym oraz ludziom, którzy nie identyfikują się z żadnym wyznaniem. Zarówno osoby konsekrowane, jak i zwykłych ludzi z sąsiedztwa łączy to samo poszukiwanie i pragnienie głębi.

W zwyczajnym życiu

Pewnego dnia ktoś mnie zapytał: „Skąd czerpiesz nadzieję?” Zawsze pragnąłem być blisko prawdziwego życia prostych ludzi, dzielić ich radości, cierpienia i zmagania.  To właśnie tutaj, w samym środku codzienności odnajduję moją nadzieję. Nie jestem powołany do tego, aby tworzyć sobie jakąś równoległą, odizolowaną rzeczywistość, ale by żyć w konkretnym świecie, akceptując go bezwarunkowo.
Jezus zanurzył się w rzeczywistość swoich czasów. I my, podobnie jak On, jesteśmy wezwani, by odkrywać nowość tej z pozoru banalnej codzienności, by widzieć w niej dobro. Nasze życie kontemplacyjne ma kolory dnia dzisiejszego, kolory rzeczywistości.

Szeroka wizja

Jesteśmy Kościołem „na środku drogi” – opuszczającym dawne „chrześcijaństwo” z jego zestawem pojęć. Jesteśmy Kościołem, który jeszcze nie dotarł do celu, nie odnalazł się w pełni w post-chrześcijańskim świecie. Żyjemy w zlaicyzowanej Europie i ten kontekst inspiruje nas do odkrycia na nowo wartości relacji.
Powinnyśmy poszerzać rozumienie Eucharystii, postrzegając ją jako obecność, zdolną wykroczyć poza ramy liturgii i objąć całe nasze życie.  To nie Eucharystia traci na znaczeniu, ale Eucharystia i życie stają się nierozerwalną jednością. Jesteśmy wezwani do życia eucharystycznego.

Szkoła ogołocenia

Podeszły wiek i starość są także szkołą modlitwy, kontemplacji, ogołocenia, tęsknoty za ostatecznym Spotkaniem. Towarzysząc starszym braciom jesteśmy świadkami jak wyboista może droga śladami Jezusa… który zresztą nigdy nie doświadczył starości.
Z wiekiem stajemy się bardziej pokorni, uczymy się akceptować swoje ograniczenia i przyjmować rzeczywistość taką, jaka jest.  „Odwiązywanie się” od różnych rzeczy samo w sobie nie ma sensu, chyba, że dążymy do większego przywiązania do Jezusa.  Nie chodzi tu o wysiłek woli, ale o pozwolenie, aby Duch Święty w nas działał.
Starsi ludzie lubią patrzeć na dzieci, które są mistrzami podziwu, zdumienia i kontemplacji.

Od ciszy do słowa

Rozmawiać o nurtujących nas kwestiach – nie jest to łatwe ani naturalne.  Nieważne, czy ma się 20 czy 80 lat, zawsze trudno mówić czy pisać o życiu kontemplacyjnym. Być może wraz z wiekiem, stajemy się bardziej powściągliwi i wolimy milczeć. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nawet jeśli słowa są nieporadne wobec tej rzeczywistości, to warto próbować coś przekazać… i szukamy sposobów, by to zrobić.
Dlatego też chcieliśmy podzielić się z Wami kilkoma okruchami naszych refleksji, z nadzieją, że dotkną one Waszych serc.

Tekst napisany na podstawie fragmentów listu ms Elisabeth-Lucie, mb Kuby, mb Mirka po spotkaniu w Bergamo (Włochy)